(01.10.2007)
Wojciech Szatkowski: "W niedzielę 30 września o
godzinie 18 przy oczku wodnym przy ul. Krupówki rozpoczęła się akcja
pomocy dla dwóch zakopiańskich olimpijczyków. Akcja trwała ok.
dwóch godzin a organizatorzy zebrali łącznie 2800 zł, które przekazali
obydwu olimpijczykom.
Rozpoczęto od pokazów narciarzy w strojach retro: Marek Zaniewski przebrał
się za Mieczysława Karłowicza, narciarza SN PTT i słynnego kompozytora,
paradował po Krupówkach z nartami ze słynnej przedwojennej wytwórni
Stanisława Zubka, jego żona Celina była ubrana w strój narciarki z
początków XX wieku, a Mieczysław Król-Łęgowski (jeden z organizatorów
całej akcji) ubrał się po góralsku, w ręku dzierżył 2-metrowy bambus,
słynny „alpenstock”. Cała trójka paradowała po „głównym deptaku
Zakopanego” i oferowała przechodniom kartki pocztowe z podpisem Bobaka i
Krzysztofiaka. Młodzi skoczkowie z TS „Wisła” prezentowali współczesny
sprzęt skoczka narciarskiego (zorganizował ich Andrzej Skrobot). Licytację
rozpoczęto od sprzedaży numeru startowego naszego młodego skoczka, Kamila
Stocha, z tegorocznych Mistrzostw Świata FIS w Sapporo (został zlicytowany
za 200 zł). Kamil Stoch ofiarował organizatorom także kilkadziesiąt
podpisanych przez niego pocztówek. Potem licytowano dwie pary skokówek;
podpisanych przez Stanisława Bobaka i Adama Krzysztofiaka i inne
przedmioty. Następnie odbyła się licytacja innych gadżetów ofiarowanych
organizatorom przez zakopiańskie firmy, a mianowicie: kubków z logo
Międzynarodowego Festiwalu Ziem Górskich Zakopane 2007, odznak klubu SN
PTT, książek o skokach narciarskich i biografii sportowej najlepszego
biegacza polskich nart – Józefa Łuszczka, książki o Adamie Małyszu „Moje
życie”, ofiarowanej przez TZN, smyczy z PŚ w Zakopanem, koszulek, kart
pocztowych, kartek z wizerunkiem Wojciecha Fortuny i Adama Małysza
(ofiarował je na licytację nasz złoty medalista olimpijski z Sapporo 1972,
Wojciech Fortuna), słodyczy z Firmy Wawel, płyt CD z muzyką góralską itd.
Aukcję prowadzili: Wojciech Szatkowski, Łukasz Chmielowski i Mieczysław
Król-Łęgowski. Ważne było także to, że przy Krupówkach pojawili się znani
zakopiańscy sportowcy: Andrzej Bachleda-Curuś „Ałuś”, znakomity ongiś
alpejczyk, dwukrotny olimpijczyk, zwycięzca zawodów PŚ w Banff w Kanadzie,
Wojciech Fortuna, Józef Łuszczek – mistrz świata z Lahti 1978, Władysław
Gąsienica-Roj – zawodnik AZS, akademicki mistrz świata w kombinacji
norweskiej, rekordzista wielu skoczni i sędzia FIS, Maria Kowalska – znana
biegaczka, olimpijka z 1956 r. z Cortiny d' Ampezzo we Włoszech. Ich
obecność przyciągnęła ludzi, którzy zaczęli licytować zgromadzone cenne
przedmioty bądź po prostu je kupowali. Krzysztof Kędzierski (Małyszomaniak)
przekazał Stanisławowi Bobakowi piękny album z wpisami i życzeniami od
Internautów. Bobak nie krył wzruszenia. Wszystko zakończyło się ok. 20.,
kiedy to licytację zamknięto i podliczono zgromadzone pieniądze. Uzyskano
łącznie 2800 zł i podzielono je na pół, wręczono pieniądze Bobakowi i
Krzysztofiakowi w pięknych opakowaniach z Firmy Wawel. Obydwaj bohaterowie
akcji byli szczęśliwi a ponadto otrzymali kurtki od Agencji Tatrzańskiej.
Ponieważ sporo przedmiotów nie zostało wylicytowanych odbędzie się
następna licytacja i akcja pomocy. O jej terminie powiadomimy Państwa, ale
najprawdopodobniej będzie ona prowadzona podczas Mistrzostw Polski w
skokach na igelicie na Wielkiej Krokwi im. Stanisława Marusarza w połowie
października br. Licytacja zostanie przeprowadzona ok. 10 października na
www.skijumping.pl Będziemy akcję kontynuować, bo naprawdę tyle jesteśmy
warci ile potrafimy pomóc innym...I pomożemy...
Chcieliśmy podziękować wszystkim, którzy wsparli
naszą akcję.
Sponsorzy akcji: Tatrzański Związek Narciarski, Hotel „Mercure” Kasprowy
(dziękujemy panom Andrzejowi Kozakowi i Leszkowi Nadarkiewiczowi),
Tatrzańska Agencja (Krzysztof Król-Łęgowski, Łukasz Chmielowski i Miłosz
Buczyłko), Biuro Promocji Miasta Zakopanego (podziękowania dla p. Ewy
Matuszewskiej), Klub Sportowy SN PTT 1907 Zakopane, Muzeum Tatrzańskie,
Fundacja Izabeli i Adama Małyszów „Wystarczy chcieć”, Firmie Marek
Wacławski – za nagłośnienie imprezy. Specjalne podziękowanie dla Kamila
Stocha, młodych skoczków z TS „Wisła” Zakopane i dla Andrzeja Skrobota, no
i dla Mieczysława Króla-Łęgowskiego, narciarzy w strojach retro – państwa
Celiny i Marka Zaniewskich. Swoje świetne zdjęcia olimpijczyków do
sprzedaży ofiarował Bartek Solik - dziękujemy. Patronat prasowy: „Dziennik
Polski” – specjalne podziękowania dla p. Dyrektor zakopiańskiego oddziału
„Dziennika” Barbary Woźniak-Śliwińskiej. Patronat internetowy:
www.watra.pl - gdzie znajduje się obszerny tekst o Stanisławie Bobaku,
www.skijumping.pl, www.z-ne.pl, www.podhale-sport.pl".
Foto-relacja:
(27.09.2007)
Wojciech Szatkowski: "Szczegółowy program
imprezy „Pomoc dla Bobaka i Krzysztofiaka”, 30 września 2007 r.
(niedziela), koło „oczka wodnego przy ul. Krupówki, w godzinach od 18.00
do 19.40. Patronat medialny nad imprezą objął „Dziennik Polski”.
- 17.45 - pokaz narciarzy w strojach retro z nartami z lat 20 i 30-tych,
czym zajmą się Mieczysław Król-Łęgowski i Marek Zaniewski. O narciarzach i
sprzęcie sportowym sprzed lat ponad 80. opowie Wojciech Szatkowski.
- Gościem honorowym akcji będzie nasz reprezentant Kamil Stoch, który
pokaże sprzęt skokowy tj. narty, kombinezon, kask i opowie o tegorocznych
Mistrzostwach Świata FIS w Sapporo 2007 i PŚ w lotach Planica 2007 oraz o
letnich zawodach w Zakopanem, a potem rozda fanom skoków kartki pocztowe
ze swoim wizerunkiem.
- W ramach licytacji będą sprzedawane podpisane karty pocztowe z
autografami Panów Krzysztofiaka i Bobaka, w cenie po 5 zł każda.
Najważniejszy punkt imprezy. Licytacja gadżetów i przedmiotów pozyskanych
z różnych instytucji, książek „Od Marusarza do Małysza" itd. Licytacja
potrwa ok. 1 godziny.
- Prezentacja obydwu olimpijczyków i ich dorobku sportowego tj. obydwaj
opowiedzą trochę o swoich sportowych karierach
- Krzysztof Kędzierski, przedstawiciel www.skijumping.pl wręczy
Stanisławowi Bobakowi książkę z dedykacjami dla niego od internautów.
Całość potrwa 2,5 - 3 godzin.
- Zakończenie akcji - ok. godziny 20.
Chciałem szczególnie podziękować tym, którzy tak chętnie wsparli naszą
akcję: Mieczysławowi Królowi-Łęgowskiemu – współorganizatorowi akcji,
Firmom: Hotel „Kasprowy” Mercure, Wawel, Tatrzańskiej Agencji (Panom
Krzysztofowi Królowi-Łęgowskiemu, Łukaszowi Chmielowskiemu, Pani Barbarze
Woźniak-Śliwińskiej z „Dziennika Podhalańskiego”, który objął patronat
prasowy nad akcją, Panom Leszkowi Nadarkiewiczowi i Andrzejowi Kozakowi z
Tatrzańskiego Związku Narciarskiego za przekazanie tak wielu cennych
przedmiotów na aukcję i pamięć, portalom internetowym: www.skijumping.pl,
www.watra.pl (Maćkowi Stasińskiemu), www.z-ne.pl, www.podhale-sport.pl,
Pani Ewie Matuszewskiej z Biura Promocji Miasta Zakopane, Krzysztofowi
Kędzierskiemu (Małyszomaniakowi) za wsparcie i pomoc w tak wielu sprawach,
Panu Markowi Wacławskiemu za nagłośnienie i wszystkim tym, którzy wsparli
tak czy inaczej nasze działania".
Stanisław Bobak - Najtrudniejszy jest skok... w
normalne życie
„Bobak wydaje się być pierwszym polskim skoczkiem, który doszedł niemal do
ideału przy odbiciu i wyjściu z progu. Odbija się błyskawicznie, krótko,
wychodzi z progu z podniesioną klatką piersiową, jednocześnie blokuje staw
skokowy i biodrowy. Tułów jego działa jak skrzydła samolotu, czasem zdarza
się, iż Bobak ma narty nad głową i nic złego się nie dzieje. Bobak posiada
niebywały instynkt latania w powietrzu...”. Tak wypowiedział się kiedyś o
sposobie skakania Stanisława Bobaka trener Tadeusz Kaczmarczyk. Stanisław
Bobak, bohater niniejszego tekstu, należał z pewnością do światowej
czołówki w narciarskich skokach przełomu lat 70/ 80, był ozdobą wielu
konkursów, a także rekordzistą kilku skoczni, ale na zimowych igrzyskach
nie osiągnął wyniku, który by go tak naprawdę satysfakcjonował. Za to
obok: Aschenbacha, Danneberga, Glassa, Innauera, Koglera, Akimoto i Yagi
należał do grupy najlepszych skoczków świata końca lat 70. i początku 80.
i na wielu konkursach walczył z wyżej wymienionymi, jak równy z równym.
Skakał pięknie stylowo i daleko, często lądował już poza strefą
bezpieczeństwa, ale podejmował świadomie ryzyko. Jeśli chce się w sporcie
osiągać najlepsze wyniki trzeba bowiem podejmować ryzyko. Jest ono wpisane
niejako w zawód skoczka narciarskiego. Bobak wiedział o tym i niczego nie
żałuje. Stawał na podium zawodów Turnieju Czterech Skoczni i zawodów
Pucharu Świata. Osiem razy stanął na najwyższym podium Mistrzostw Polski.
Najtrudniejszy jego skok? Być może nie był to wcale jeden ze skoków na
skoczni, nawet tej największej – mamuciej, lecz ten w normalne
życie...Brzmi to paradoksalnie, ale tak właśnie jest w przypadku bohatera
tego tekstu, dla którego łatwiejszy był skok nawet na największym obiekcie
od tego co go czekało po zakończeniu kariery...
***
W historii polskiego sportu narciarskiego i podniebnej dyscypliny należał
do najbardziej przebojowych i odważnych zawodników. Styl jego skoków,
podczas których wydawało się, że głową dotyka dziobów nart, wzbudzał
zawsze uznanie kibiców. Skakał pięknie. Firma „Elan”, na której nartach
Bobak osiągał najlepsze wyniki, wiedziała co robi i wydała jako pocztówkę
zdjęcia Bobaka z jednego konkursów. To piękne zdjęcie Bobaka wychylonego
niemal całkowicie na dzioby „Elanów”, lecącego jakby na przekór prawom
fizyki, obiegło sportowy świat. Ten chłopak z Zębu zachwycał i zadziwiał.
Piął się szybko w statystykach najlepszych skoków świata. Tak niesłychanie
bojowe i długie skoki Bobaka wspomina trener kadry narodowej skoczków
narciarskich w latach 70. Janusz Fortecki.
Staszek Bobak należał w tym okresie do absolutnej światowej czołówki.
Potwierdzają moją opinię jego świetne wyniki, 10. miejsce na olimpiadzie,
3. w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, drugie miejsce w konkursie
skoków w Oberstdorfie. Był zawodnikiem niesłychanie bojowym, szczególnie
charakteryzował się świetnym wyjściem z progu. Cały sportowy świat
podziwiał tą jego umiejętność. Styl jego skoku był także bardzo dobry.
Skoki narciarskie to niezwykłe przeżycie dla zawodnika, który na te kilka
sekund zmienia się w ptaka, szybującego wysoko, dzięki skrzydłom-nartom. O
tych przeżyciach w czasie skoku tak wypowiedział się kolega Bobaka z
reprezentacji Polski, obecny trener, Piotr Fijas:
Lot skoczka narciarskiego trwa około 2,5 - 3 sekundy. Gdy skok jest udany,
czas ten wystarcza na przemyślenie koncepcji lądowania i wielu ważnych
spraw. Zdarzało mi się na Krokwi, że w czasie lotu widziałem to miejsce,
na które spadnę. Miałem świadomość, że to daleko, że skok może się źle
skończyć. Lecz decydowałem się. Wewnątrz tkwiło przekonanie, że wyląduję
szczęśliwie. Oczywiście najczęściej nie ustałem, skok był za daleki,
upadek. W skoku nieudanym myśli się tylko o tym, jak się uratować, wyjść
cało. Na dużej skoczni trzeba skoczyć dobrze, bo przy nieudanym skoku
konsekwencje mogą być przykre. Na „mamuciej” skoczni jest taki moment w
środkowej fazie lotu, że nie czuje się oporu nart, wpada się w stan
nieważkości, skoczka ogrania przyjemne uczucie, że jest zawieszony w
powietrzu, podtrzymywany przez kogoś, a narty są niepotrzebne” .
Teraz powróćmy do Bobaka i jego kariery sportowej. Stanisław Bobak urodził
się 12 marca 1956 r. w Zakopanem. Pochodził z Zębu – najwyżej położonej
wsi w Polsce. W historii polskich skoków i klubu WKS, z którego się
wywodził, Stanisław Bobak należał z pewnością do najlepszych skoczków.
„Zacząłem trenować skoki w kategorii juniorów młodszych. Poszedłem w ślady
starszego brata - Tadeusza , który zapisał się do WKS Legia Zakopane.
Jak zaczynał? Wspomina:
Zacząłem jak tylko mogłem zapiąć narty. Najpierw w Zębie budowaliśmy sobie
własne skocznie i na nich skakaliśmy. Potem namówił mnie starszy brat,
który chodził do szkoły w Zakopanem i trenował skoki w WKS Zakopane, bym
się zapisał do klubu. Miałem 9 lat jak wstąpiłem do WKS Zakopane .
Był jednak moment, gdy zapał młodego skoczka został wystawiony na ciężką
próbę:
Tadeusz miał bardzo ciężki upadek na Krokwi, potem wpadł w stan śpiączki.
Ale to nie zniechęciło do skakania. Pierwsze moje skokówki, dwurowkowe,
pochodziły z wytwórni nart w Szaflarach. Potem jak już zacząłem osiągać
lepsze wyniki to otrzymałem niemieckie skokówki „Poppa” i przechodziłem na
lepsze narty, a w Pucharze Świata startowałem na „Kneisslach” i „Elanach”.
- Skakałem w czasie kariery w seniorach na skokówkach o długości 250-252
cm” .
Bobak jednak został przy skakaniu. Czynił szybkie postępy. Jego pierwszym
trenerem był Jan Furman - zawodnik WKS i rezerwowy skoczek podczas
Zimowych Igrzysk w Cortina d`Ampezzo we Włoszech w 1956 r. Potem
doskonalili Bobaka w narciarskim fachu trenerzy: Janusz Fortecki, Tadeusz
Kołder i Lech Nazarkiewicz. – Z wszystkimi mi się dobrze współpracowało –
wspomina Bobak. Ci świetni trenerzy szybko poznali możliwości fizyczne i
psychiczne Bobaka i nie zmuszali go do forsowania treningu. Wystarczyło,
by Bobak oddał w ciągu jednego treningu poprawne trzy skoki. Aniela Tajner
pisała: - stanowił zaprzeczenie wszystkich reguł. Im więcej trenował, tym
mizerniejsze osiągał wyniki. A zdarzyło się, że stanął na rozbiegu
skoczni, której nie znał, po miesięcznej przerwie w treningu i skoczył
wspaniale” .
Skoki z czasem wciągnęły go bez reszty. W karierze oddał ich w sumie ponad
10 tysięcy. Chociaż tak naprawdę to sam zainteresowany nie wie dokładnie
ile ich było. Stanisław Bobak wspomina: „byłem śmiałym zawodnikiem. Nie
obawiałem się też podmuchów wiatru w powietrzu, czasami wiatr mi pomagał.
Najgorszy był wiatr z tyłu, dociskający. Byłem w powietrzu usztywniony,
wybijałem się z progu i usztywniałem klatkę piersiową, staw skokowy i
leciałem. Wtedy skoki były na pewno bardziej niebezpieczne niż dzisiaj.
Zresztą inny był też styl skakania, narty prowadzono równo, narty były
węższe i cięższe. W kategorii juniorów zdobyłem kilka Mistrzostw Polski”.
Pierwszy trener Bobaka, Jan Furman wspominał:
Miałem do niego cierpliwość, bo rwał się do skoków jak nikt inny.
Wiedziałem doskonale, że w tym przypadku pośpiech nie jest wskazany,
talent musi się rozwijać jak najpiękniejszy kwiat. Mając 16 lat skakał na
Krokwi ponad 100 metrów, nie miał więc żadnych problemów ze zdobyciem
tytułu mistrza Polski juniorów. Tego mu było mało, chciał wygrać
mistrzostwa Europy. Wiedział, że musi skoczyć daleko, w drugiej serii
pofrunął za daleko, aby skok ustać. Mistrzem Polski seniorów został w 1974
roku, w roku następnym „odnowił” tytuł. Właśnie w owym 1975 roku 19-latek
stał się sensacją europejskich skoczni. Cały świat go poznał w konkursach
Turnieju Czterech Skoczni .
Bobak po raz pierwszy błysnął swoim talentem na Mistrzostwach Polski w
1972 r. Konkurs został rozegrany w dziewięć dni po pamiętnym dla nas
Sapporo z udziałem Wojciecha Fortuny, który go wygrał. Po pierwszej serii
Bobak był trzeci, a w drugiej skoczył na poziomie polskiej czołówki, ale
skok zakończył podpórką . Tak długie skoki wróżyły, że z Bobaka wyrośnie
wartościowy i waleczny zawodnik. Niedługo potem po raz pierwszy
wystartował w Turnieju Czterech Skoczni i młodemu chłopcu z Zębu otworzono
w ten sposób wrota na sportowy świat. Była to, jak się miało rychło
okazać, słuszna decyzja.
Stanisław Bobak świetnie zaprezentował się podczas jubileuszowych 50.
narciarskich Mistrzostw Polski, kiedy to 9 lutego 1975 r. rozegrano
konkurs skoków na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. W tym roku Krokiew także
obchodziła 50. rocznicę powstania, bowiem pierwszy konkurs na tym obiekcie
rozegrano 22 marca 1925 r. Bobak zwyciężył skokami na 108,5 i 115,5 m (ten
drugi skok był nowym rekordem skoczni), drugi był Adam Krzysztofiak (SN
PTT Zakopane), ze skokami 110 i 113 m, a trzeci Aleksander Stołowski
(„Podhale” Nowy Targ) - 108,5 i 113,5 m. Konkurs oglądnęło aż 50 tysięcy
kibiców i fanów skoków narciarskich .
Bobak ze świetnymi wynikami startował w Konkursie Czterech Skoczni.
Podczas pierwszego konkursu w Oberstdorfie był drugi, w
Garmisch-Partenkirchen 18., a w Innsbrucku znowu w ścisłej czołówce
zajmując 6. miejsce. W Bischofshofen polski skoczek był o krok od
zwycięstwa. Tym razem jeszcze bardziej zaryzykował i postanowił skoczyć,
jak to mówią zawodnicy „na całego”. Wylądował na 108 metrze skoczni, skok
był jednak za długi, ponieważ Polak prawie o 5 metrów przeskoczył
poprzedni rekord tej skoczni. W związku z tym lądował poza strefą
bezpieczeństwa i go podparł, ale i tak w końcowej klasyfikacji zajął
wysokie piąte miejsce. W kolejnym wielkim turnieju na skoczniach
szwajcarskich był trzynasty. Oczy całego sportowego narciarstwa były
zwrócone na polskiego skoczka, który kończył ten sezon brązowym medalem na
Spartakiadzie Armii Zaprzyjaźnionych w Kawgołowie. Zwyciężał także w
zawodach Pucharu Beskidów. To był, jak widać po wynikach, znakomity sezon
skoczka z Zębu. Bobak stał się niekwestionowanym liderem ekipy polskich
skoczków. Bohater tamtych dni tak wspomina tamte piękne chwile swojej
kariery sportowej:
Znakomicie wystartowałem w Turnieju Czterech Skoczni. Najlepiej poszło mi
w Oberstdorfie. Po pierwszej serii byłem piąty, w drugiej poszedłem na
całość i stanąłem na pudle, tylko o stopień niżej od zwycięzcy Willy'ego
Puerstla. Tego turnieju nie zapomnę nigdy. Podczas ostatniego skoku w
Bischofshofen miałem wielkiego pecha: rekordowa długość, ale upadek. Łatwo
można wyliczyć - utrzymanie się na nogach dawało o 30 punktów więcej i
zamiast piątego, trzecie miejsce .
W 1976 r. Bobak startował w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Innsbrucku
jednak tego startu olimpijskiego nie zalicza do udanych. Do sportu, w tym
także do narciarstwa, coraz silniej wkraczała w tym okresie technika.
Austriacy, wykorzystując pewną lukę jeśli chodzi o przepisy dotyczące
strojów skoczków, wprowadzili nowe kombinezony przepuszczające z przodu, a
na plecach skoczka tworzące „balon”. Pozwalały one na oddanie dłuższych
skoków, umożliwiając skoczkom używającym tych kombinezonów większe
wychylenie do przodu. Dlatego Bobak, który był przed Innsbruckiem w
czołówce, na Zimowych Igrzyskach, nie mając takiego kombinezonu, nie miał
szans na dobry wynik.No właśnie, a jak było tuż przed olimpiadą? Było
świetnie. „Przed Olimpiadą walczyłem z Dannebergiem i Aschenbachem i
traciłem do nich w skokach 2 - 3 metry, a gdy przyszły zawody olimpijskie
ci sami zawodnicy odskoczyli mnie o 10 - 15 metrów. Dużo dał im nowoczesny
sprzęt, a zwłaszcza nowe kombinezony”. W tym samym roku znowu sukcesem
zakończył się jego start w 23. Turnieju Czterech Skoczni - Bobak był 5. w
Oberstdorfie, zajął 22 lokatę w Garmisch-Partenkirchen, 15 w Innsbrucku na
skoczni „Bergisel” i drugi w Bischofshofen za Antonem Innauerem z Austrii.
Polak w łącznej klasyfikacji tego turnieju zajął wysokie szóste miejsce.
Zresztą w tym samym roku, w austriackim Seefeld pokonał Tony'ego Innauera.
Bobak wygrał wtedy konkurs skoków (było to w grudniu 1975 r.) a
Krzysztofiak był 3. Nic nie wskazywało na to, że nasi „zgubią” formę. Ale
stało się. Tuż przed wyjazdem do Innsbrucka nasi mieli zgrupowanie w
Zakopanem...gdzie prawie zupełnie nie było śniegu, a więc nie można było
skutecznie potrenować. Wspomina „dobrze skakało mi się na skoczniach w
Oberstdorfie i Bischofshofen - to były obiekty podobne do naszej Wielkiej
Krokwi. W sumie w Turnieju Czterech Skoczni startowałem ok. 7 razy”
dodaje. Dlatego Innsbruck 1976 był dla Bobaka straconą szansą, nawet na
olimpijski medal. Polska reprezentacja dawno nie otrzymała takiego lania
jak w Innsbrucku. Bobak był 28. na skoczni średniej i 37. na dużej. To
była porażka. Osłodą był fakt, że w 1976 r. Bobak otrzymał prestiżową
nagrodę – „Złotą Nartę”, ufundowaną przez redakcję katowickiego „Sportu” i
PZN .
W roku 1977 Bobak doznał podczas skoków kontuzji kolana i przeszedł
operację łękotki. Mimo, że nie był dopuszczony do startów, wyjechał do
Szczyrku, by startować w Pucharze Beskidów (wielokrotnie wygrywał w tych
zawodach i to z ogromną przewagą nad rywalami – przyp. W.S) . Potem, mimo
sprzeciwów lekarzy, wyjechał na Mistrzostwa Świata do Lahti (1978), gdzie
na nieznanej skoczni od razu skoczył bardzo daleko. Był wtedy 22. na
średniej skoczni, a na dużej 23. W konkursie nocnym zajął 6. miejsce. Po
tych zawodach trener Kołder postanowił sprawdzić umiejętności swoich
skoczków w Planicy. Na Mistrzostwa Świata w lotach w 1979 r. w Planicy
Bobak pojechał z Piotrem Fijasem i trenerem Tadeuszem Kołderem. Był tam
21.
Stanisław Bobak tak wspomina swój start na planickim „mamucie”:
mamucia skocznia w Planicy zrobiła na mnie duże wrażenie. Ja odbijałem się
z progu wysoko, dlatego na „mamucie” nie wykorzystałem prędkości i
traciłem ją w locie”. Piotr Fijas zajął wtedy trzecie miejsce, warto
dodać, że odbywał wtedy służbę wojskową w Kościelisku i reprezentował
barwy WKS Legia Zakopane, Bobak był w tym konkursie 21. Po raz drugi
startowałem w Mistrzostwach Świata w lotach narciarskich w Harrachowie w
roku 1981, kiedy był 18. Podczas tych zawodów oddałem najdłuższy skok w
czasie swojej kariery - na 153 metry.
Opowiada też o cyklu przygotowawczym do sezonu:
Ten cykl był naprawdę bardzo ciężki, ale dzięki niemu byliśmy świetnie
przygotowani fizycznie. Ćwiczyliśmy siady z ciężarem do 230 kg i
podnosiliśmy do 9 ton podczas jednego treningu, oprócz tego były ćwiczenia
imitacyjne i biegi.
W rok później Stanisław Bobak startował w Zimowych Igrzyskach w Lake
Placid. Po pierwszej serii zajmował dobre 4. miejsce. W drugiej kilku z
jego rywali popełniło błędy i ich skoki nie były najlepsze. Bobak stanął
przed szansą nawet na medalową pozycję. Niestety jego drugi skok nie był
najlepszy - 82 metry i ostatecznie zajął 10. miejsce, które i tak należy
uznać za duży sukces skoczka z Zakopanego. „Widać było, że konkurencja
jest bardzo silna, Niemcy, Austriacy, Japończycy, gdybym w drugiej serii
skoczył 4 metry dalej to byłbym w czołowej „piątce” tych zawodów. Ale to
jest sport, niczego do końca nie da się przewidzieć” - dodaje Stanisław
Bobak. W drugim swoim olimpijskim skoku, jak wspomina, powiało mu w plecy
i marzenia o medalu prysły. Jak zauważycie Państwo do medalu brązowego
zabrakło zaledwie 7 punktów! Gdyby ten drugi skok był dłuższy o 5-6 m...
Wyniki konkursu skoków na skoczni K 70 - Zimowe Igrzyska Olimpijskie w
Lake Placid (1980)
Imię i nazwisko zawodnika - miejsce Kraj Skoki - nota
1. Anton Innauer Austria 266,3 pkt. (89 i 90 m)
2. Manfred Deckert NRD 249,2 pkt (85 i 88 m)
2. Hirokazu Yagi Japonia 249,2 pkt (87 i 83,5 m)
4. Masahiro Akimoto Japonia 248,5 pkt (83,5 i 87,5 m)
5. Penti Kokkonen Finlandia 247,6 pkt (86 i 83,5 m)
6. Hubert Neuper Austria 245,5 pkt (82,5 i 88,5 m)
7. Alfred Groyer Austria 245,3 pkt (85,5 i 83,5 m)
8. Jouko Toermaenen Finlandia 243,5 pkt (83 i 85,5 m)
10. Stanisław Bobak POLSKA 242,2 pkt (86 i 82 m)
Trzeci w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata…
W sezonie 1979/1980 odbyła się pierwsza edycja Pucharu Świata (Ski jumping
Word Cup) w skokach narciarskich. Rozegrano w jej ramach 25. konkursów.
Bobak zajął w niej trzecie miejsce - był to chyba największy sukces w
karierze sportowej tego skoczka. Zwyciężył w zawodach w Zakopanem
rozegranych 26 stycznia 1980 r. na Średniej Krokwi, przed Norwegiem
Mobekkiem i zawodnikiem z NRD, Schmidtem. Drugiego dnia najwyższą sportową
dyspozycję pokazał Piotr Fijas, zwyciężając na Wielkiej Krokwi, przed
Bobakiem i Mobekkiem. Ponadto Bobak był trzeci w St. Nizier i drugi w
lotach w Vikersund, rozegranych 2 marca 1980 r. Zaczął od dobrego 6
miejsca w Garmisch-Partenkirchen, potem 13 w Bischofshofen, 1 i 2 w
Zakopanem, 3 i 10 w St. Nizier, 8 w Lahti, i 7 w Oslo/ Holmenkollen – to
tylko najlepsze wyniki tego fenomenalnego sezonu. Bobak był pierwszym
Polakiem (obok Małysza jedynym), który stanął na podium Pucharu Świata w
skokach narciarskich, w łącznej klasyfikacji za sezon. Podczas ostatniego
konkursu w sezonie 1979/80 walczył o punkty z Japończykami Akimoto i Yagi
na skoczni w Szczyrbskim Jeziorze i wygrał z nimi (walka trwała do
ostatniego konkursu – przyp. W. S), zdobywając trzecie miejsce w
klasyfikacji końcowej Pucharu Świata. Jego zwycięzcą był Austriak Hubert
Neuper, przed swoim kolegą Arminem Koglerem. Twierdzi jednak, że nie miał
szczęścia do wielkich imprez sportowych, jak Mistrzostwa Świata czy Zimowe
Igrzyska. Niestety dla niego ten sukces w Pucharze Świata 1979/80 nie
wiązał się z żadnymi korzyściami finansowymi - nie otrzymał ani złotówki.
Dlaczego?: - Podobno nagrody były spore to płacone w dolarach, ale ja nie
otrzymałem z tego ani centa. Też chciałbym wiedzieć. Kiedy upomniałem się
o pieniądze powiedziano mi, że Polski Związek Narciarski nie wpłacił
pewnej, obowiązującej sumy do FIS i dlatego nie mogę otrzymać pieniędzy. W
związku zaś twierdzono, że wszystko z FIS-em zostało uregulowane. Przy
jakiejś imprezie narciarskiej w Austrii spotkałem się z byłem znanym
skoczkiem narciarskim, a wtedy już działaczem władz międzynarodowych –
Josefem Bradlem i on mnie spytał czy już dostałem pieniądze za Puchar
Świata? Bo rzekomo zostały już wysłane do Polski. Jednak do tej pory ich
nie dostałem. Co z nimi się stało, pozostanie tajemnicą do dziś .
Mimo niesprawiedliwości, która go spotkała, skakał dalej. Dalej walczył na
skoczniach świata. Miał wiele ciężkich upadków i kontuzji. Przeskoczył
wiele skoczni: w Seefeld, Bischofshofen. Dwa razy ustanowił rekord
Średniej Skoczni w Zakopanem. Bobak nadal zadziwiał i był w czołówce
świata. Ale już niedługo...
Sezon 1980/81 był dla Bobaka ostatnim. Zaczął się bardzo dobrze: wygrał w
kraju zarówno na skoczni dużej , jak i małej (pierwszy raz w karierze na
obydwu). Potem występy Bobaka były coraz słabsze, ból pokonał zawodnika… -
Kombinowałem na wszystkie strony, byle jeszcze z rok poskakać. Tak mi się
jakoś widziało, że mogę i sezon dłużej. Zrezygnowałem po rozmowie z
lekarzem. Powiedział, ze i te 30 lat dobrze jest dłużej pożyć. Powiedział
też – co do dziś pamiętam – kręgosłup wisi panu na włosku . Wybór był
prosty: nie chciał zostać kaleką i zrezygnował z uprawiania wyczynu
sportowego. Po sezonie 1980/81 nasiliły się bóle kręgosłupa. To one
spowodowały, że ten ogromny talent, bodajże jeden z największych w
historii polskich skoków, musiał przerwać karierę. Ostatnią wielką imprezą
narciarską w której wziął udział były Mistrzostwa Świata FIS w lotach
narciarskich na „Heini Klopfer Schanze” w Oberstdorfie . Potem bóle
kręgosłupa nasiliły się. Lekarze stwierdzili, że są one następstwem
nadmiernego odciążenia treningowego. Ta diagnoza lekarska zabrzmiała jak
wyrok. To był ucisk lędźwiowego odcinka kręgosłupa na nerwy i wybicie
czwartego i piątego kręgu kręgosłupa. Nie dało się z tym skakać –
wspomina. Zresztą bóle kręgosłupa odczuwa do dzisiaj. Na zmianę pogody –
dodaje. „Dlatego karierę sportową zakończyłem w roku 1981. Powodem był
coraz silniejszy ból kręgosłupa. Już w Planicy podczas sezonu 1979/80 (tam
był 13.), odczuwałem silne bóle, tak, że „spinało” mi kręgosłup tak mocno,
że nie mogłem startować na swoim normalnym poziomie sportowym. Zaciskałem
zęby, przypinałem numer, ale nie skakałem tak, jak kiedyś, tylko czekałem
aż skok się skończy. Uszkodzeniu uległ lędźwiowy odcinek kręgosłupa. Ból
promieniował przez całą nogę, biodro aż do kostki. Leczono mnie w
Piekarach Śląskich, ale nie miałem operacji - mówi Bobak. Dlatego wiosną
1981 r. zakazano mu startów. Potem byłym skoczkiem i reprezentantem Polski
zainteresowała się fundacja „Gloria Victis”. W 1983 r. zorganizowano w
Nowym Targu mecz, a dochody z jego przeprowadzenia przekazano Bobakowi.
Pomagał mu także mistrz olimpijski Władysław Komar (zebrano kwotę 25 tys.
ówczesnych złotych), pomagała fundacja „Gloria Victis”. Niedawno zajął się
nim dziennikarz „Passy”, Wojciech Grabowski, który przypomniał Bobaka
Zakopanemu i polskiemu sportowi, tym, którzy trochę zapomnieli o wielkim
skoczku z Zębu.
Za metą – trudniej niż na skoczni...
Stanisław Bobak, były reprezentant Polski, skoczek, olimpijczyk, nadal
mieszka w swoim domu w Zębie. Spośród wielu cennych trofeów sportowych,
które zdobył na skoczniach całego świata, pozostało już niewiele.
Większość zmuszony był sprzedać w trudnych sytuacjach życiowych, by móc z
czegoś żyć . Nie jest więc łatwo być byłym skoczkiem (schorowanym) i
godnie żyć. A jemu i rodzinie Bobaków chodzi właśnie tylko o to, by godnie
żyć. Zdrowie też już nie to, co miał. Podczas wyjazdu do Francji Bobak
ciężko zachorował (zatrucie pokarmowe połączone ze skrętem kiszek) i
przeszedł skomplikowaną operację żołądka. Schorowanego, wychudzone skoczka
przewieziono do Polski, trafił do zakopiańskiego szpitala. Bobak wyglądał
bardzo źle: potwornie wychudzony o ściągniętej chorobą twarzy (ważył wtedy
zaledwie 47 kg!). Byłem w szpitalu na odwiedzinach u tego byłego skoczka,
którego wyniki znałem i bardzo ceniłem, z moim przyjacielem, kolekcjonerem
dawnych nart z Harendy, Mieczysławem Królem-Łęgowskim. Bobak źle wyglądał.
Było mi go bardzo żal. Ale żal to jednak niewiele i z inspiracji
Mieczysława Króla-Łęgowskiego została w Zakopanem przeprowadzona aukcja,
której celem była pomoc finansowa (ale nie tylko) dla Bobaka. Tatrzański
Związek Narciarski (TZN – w osobie Lecha Nadarkiewicza) ofiarował ładny
kryształ z zawodów PŚ w Zakopanem, plastron Adama Małysza z podpisem
mistrza i wiele osób pomogło w tej spontanicznej akcji pomocy dla Bobaka.
Zebrano w sumie ok. 3 tysięcy złotych. Pomoc ta miała także szerszy
wymiar. Bobak zrozumiał, że w swoich kłopotach nie jest sam jak palec, ale
że są osoby w Zakopanem dla których jego los nie jest obcy i nieważny.
Były skoczek, mimo trudnej sytuacji w której się znalazł, poczuł się o
wiele lepiej zwłaszcza pod względem psychicznym. A to bardzo ważne. Lech
Nadarkiewicz z TZN pomógł w załatwieniu Bobakowi miejsca na klinice w
Warszawie. Tam Bobak powrócił do lepszej dyspozycji, przestał tracić wagę,
polepszyło mu się. Także redaktorka „Polityki”, Agnieszka Rybak, napisała
obszerny tekst w którym pokazała wzloty i upadki byłych polskich
olimpijczyków w sportach zimowych, w tym i Bobaka. Akcja „Pomoc dla Bobaka”
wywołała spontaniczny odzew i wielu zakopiańskich dziennikarzy,
sportowców, artystów włączyło się w tę pomoc. Było to krzepiące działanie
ludzi, którzy w ten sposób, poprzez swoją pomoc, zamanifestowali to, że
nadal istnieje coś w rodzaju „solidarności społecznej”, że nie można
przechodzić obojętnie obok tych, którzy cierpią. W prasie zostało
opublikowane zdjęcie Bobaka z podłączoną do tętnicy kroplówką (Bobak w
pewnym okresie był odżywiany tylko przez kroplówkę). Autorem tej
fotografii był znany fotograf zakopiański Bartek Solik. Zdjęcie miało
tragiczną wymowę. Pomogło w sposób bezpośredni, bez owijania w
przysłowiową bawełnę, pokazać to jak ciężki los spotkał wielkiego
sportowca. Myślę, że akcję pomocy dla Stanisława Bobaka należy dalej w tym
roku kontynuować i pójść dalej, tak aby doczekał się renty sportowej. Całe
Zakopane, cała Polska, jest mu to winna. To za wielkie sportowe przeżycia,
których nam dostarczył.
Koniec końców Bobak otrzymał rentę, najpierw trzeciej, a obecnie drugiej
grupy. „Jak każdy inwalida ledwo wiążę koniec z końcem. Mieszkam w
rodzinnym Zębie z żoną Stanisławą, córkami Haliną i Małgorzatą oraz synem
Andrzejem, który też jest skoczkiem i reprezentuje barwy LKS Ząb. W 2000
roku był 3. w klasyfikacji kombinacji norweskiej i 4. w skokach. Mimo
moich ciężkich doświadczeń cieszę się, że chce iść moimi śladami. Może
będzie miał więcej szczęścia?” . Obecnie zupełnie nie interesuję się
sportem - było minęło. Ale i tak z prawdziwą przyjemnością wspominam swoje
sportowe lata w reprezentacji Polski” - dodaje Stanisław Bobak . Wspomina
te lata dobrze, chociaż z przekąsem twierdzi, że niektórzy działacze to
„szakale”. Z Zębu, gdzie mieszka roztacza się piękny i rozległy widok na
całe Tatry. W swoim domu Stanisław Bobak wynajmuje letnikom pokoje w swoim
domu. Nawet w chwilach, gdy żyje mu się gorzej, potrafi dać sobie radę.
Jego żona Stanisława wspomina: - Ciężko się żyje, ale my jesteśmy
przyzwyczajeni. Jak wygląda majątek sportowca światowej klasy – nie wiem.
I chyba tak już zostanie. Skakał, skakał i nic z tego nie ma. Mimo to
jestem jakoś tak szczęśliwa. Dobrym człowiekiem jest mój mąż, to
najważniejsze chyba. Nie jego charakter prosić, upominać się u ludzi. W
biedzie, jak człowiek potrafi, też można żyć godnie . A czasami (ale
bardzo rzadko) zagląda na skocznię w Zakopanem, gdzie skakał jak ptak,
wykorzystując swój wrodzony instynkt latania. Instynkt, który dany jest
naprawdę nielicznym.
Jakie jest więc zakończenie tej nieco smutnej, ale jakże prawdziwej (jak
życie) historii o Stanisławie Bobaku? Jest to z pewnością historia trudna,
zwłaszcza gdy na co dzień żyjemy własnymi sprawami i nie widzi się
trudnego losu byłego rekordzisty Krokwi. Myślę jednak, że historia
Stanisława Bobaka zmierza do szczęśliwego happy endu, w którym, oby tak
było, Bobak powróci do zdrowia i będzie mu się żyło lepiej. Tego z całego
serca mu życzę. Myślę, że późną wiosną i latem 2007 r., po mojej operacji
kręgosłupa, będziemy z Mietkiem Łęgowskim kontynuować akcję pomocy dla
tego skoczka. I być może dla innych też. A może są i inni, którzy
zdecydują się pomóc w ten, czy inny sposób? Odezwijcie się, proszę... po
to, by ten który przed laty sam stał na rozbiegu skoczni walcząc o 3.
miejsce PŚ, teraz, już po zakończeniu pięknej kariery, nie pozostał sam...
Pomóżmy mu godnie żyć.
Wojciech Szatkowski
Muzeum Tatrzańskie
e-mail: w.szatkowski@poczta.onet.pl
Fotografie: Stanisław Bobak ze swoim
kombinezonem z lat 80., kiedy wygrywał zawody Pucharu Świata. Dzisiaj
ledwo wiąże koniec z końcem, a jego zdrowie znacznie się pogorszyło, fot.
Wojciech Szatkowski
Adam Krzysztofiak, dwukrotny olimpijczyk, pięknie skakał, obecnie znajduje
się w trudnej sytuacji zdrowotnej, fot. ze zbiorów Bogdana Tuszyńskiego
Stanisław Bobak (WKS
Legia Zakopane) w efektownym skoku, fot. Olszewski
Adam Krzysztofiak - dwukrotny olimpijczyk (1972, 76), uczestnik MŚ FIS,
fot. ze zbiorów Bogdana Tuszyńskiego
Adam Krzysztofiak w locie - Adam Krzysztofiak słynął ze stylowych skoków,
fot. ze zbiorów zawodnika
Bobak ze skokówkami "Elan", fot. ze zbiorów zawodnika
Stanisław Bobak - portret, wygrywał zawody PŚ, fot. ze zbiorów zawodnika
|